Jakiś czas temu byłem na seminarium dotyczącym systemów unikania kolizji przez obiekty latające. Zagadnienie bardzo ciekawe, ale sama współpraca uczelni z Boeingiem wprost niesamowita.Rzecz dzieje się na pewnej amerykańskiej uczelni. Nazwa uczelni nie jest tutaj kluczowa, bo podobnie dzieje się na pozostałych uczelniach technicznych USA. Pewnego dnia do jednego z doktorów zajmujących się robotami mobilnymi na owym uniwersytecie przyszli panowie z Boeinga z propozycją współpracy. Projekt zakładał stworzenie systemu, który umożliwi inteligentne unikanie kolizji przez samoloty. Temat mocno przyszłościowy, bo na szczęście na niebie nie jest jeszcze zbyt tłoczno, ale już trzeba o tym pomyśleć.
Dodatkowo Boeing dostarczył uczelni całe know-how, którym dysponował, aby jak najbardziej ułatwić pracę naukowcom. Ktoś może pomyśleć, że taka uczelnia po podpisaniu umowy z firmą staje się jej niewolnikiem. Setki szczegółowych raportów. Napięty harmonogram pracy. Zaangażowanie tylko najlepszych naukowców i jeszcze nie wiadomo co. Nic bardziej mylnego!
Uczelnia dostała solidne podstawy do pracy i wolną rękę. W projekt zaangażowanych jest ok. 20 osób z czego połowa to pracownicy naukowi z tytułami doktorskimi, a druga połowa to studenci, którzy w ramach tego projektu załatwiają sobie oceny z przedmiotów. Nie ma też absolutnie żadnej presji czasowej. Projekt rozpoczął się jakieś 5 lat temu i zapewne potrwa jeszcze z 5 lat. Przez ten cały czas Boeing daje pieniądze na pracę i potrzebny sprzęt. Co jakiś okres organizowane są spotkania na których rozmawia się o postępach prac. Nie jest ważne jak duże są to postępy, ważne żeby były. A studenci współpracujący z firmą automatycznie stają się później pierwszorzędnymi kandydatami do pracy przy samolotach.
Warto tutaj zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze sama forma współpracy. Korzystają wszyscy. Uczelnia – prestiż przez współpracę z jedną z bardziej rozpoznawanych na świecie firm. Naukowcy – rozwijają się przy ambitnym projekcie. Studenci – jeszcze bardziej się rozwijają i stają się wartościowymi kandydatami na pracowników firmy. Sama Firma – nie musi tworzyć swojego zespołu badawczego, ogranicza koszty, zyskuje kandydatów i w przyszłości dostanie swój produkt. Po drugie należy zwrócić uwagę na wolność jaką dostałą uczelnia od Firmy. Bez zbędnych formalności i obciążeń, które hamują twórczość też da się efektywnie prowadzić projekt. Ponadto nie został określony termin w którym produkt ma być gotowy przez co istnieje duże prawdopodobieństwo, że nic ważnego w projekcie nie zostanie pominięte. Forma współpracy jaką zaoferował Boeing jest bardzo wygodna i oczywiście nie jest powiedziane, że wszystkie firmy w USA współpracujące z uniwersytetami realizują to w ten sam sposób, ale trzeba zaznaczyć, że taki luz nie musi wpływać negatywnie na efektywność pracy, a wręcz może ją poprawić.
Z zazdrością słuchałem opowieści doktora z opisywanej uczelni. Zapytałem jednego z profesorów na uczelni, gdzie studiuję, dlaczego u nas nie spotyka się takich modeli współpracy Uczelnia-Firma. Niestety nie uzyskałem jasnej odpowiedzi. Po tej rozmowie można jedynie wnioskować, że w Polsce nawet, jeżeli inwestuje się w innowacje to dwa czynniki są kluczowe: czas i pieniądze. Są to ograniczenia, które w sposób oczywisty zawężają pole manewru przez co można zrealizować tylko minimum założonego planu. Brakuje również planowania działalności w dłuższej perspektywie czasu, a tylko z takim planowaniem można rozmawiać o innowacjach.
Jeżeli znasz jakiś przykład z naszego rodzimego rynku, gdzie uczelnia z firmą współpracuje w efektywny sposób daj nam znać.



