Serwis wnp.pl opublikował wywiad z Panią Małgorzata Snarska-Świderską, kierownik Biura Innowacji Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE. Dlaczego wciąż jesteśmy mało innowacyjni?Chyba po raz kolejny uległem iluzji magii Unii Europejskiej. Myślałem, że jak pojawią się duże pieniądze z zachodu to znikną wszystkie problemy. Dotyczy to właściwie każdej dziedziny współpracy z UE, w tym również innowacji.
Nie dość, że innowacyjność w naszym kraju nie rośnie, to jeszcze spadamy w dół względem innych państw. W latach 1994-1996 udział firm innowacyjnych wśród wszystkich przedsiębiorstw wynosił 37,6%. W latach 1998-2000 wartość ta spadła do 16.9%.
No ale teraz mamy XXI wiek więc z pewnością jest lepiej, prawda? Nie. Według European Innovation Scoreboard 2008 zajęliśmy 41 miejsce tuż przed RPA, Łotwą, Rumunią, czy Meksykiem. Ponadto w Polsce udziela się 0.9 patentu na milion mieszkańców, a średnia unijna wynosi 107,7. Zmalały również wydatki na badania i rozwój. W latach 90- tych na B+R przeznaczano 1,1% PKB, a w roku 2004 było już tylko 0,56% PKB. Przez te wszystkie smutne dane spada również konkurencyjność polskich firm. W 2006 roku zajęliśmy 43 miejsce, a rok później było to 48 miejsce.
Jak widać, podawane tutaj dane raczej nie obejmują lat 2008-2009, a przecież to właśnie w tych latach zostało przyznanych najwięcej pieniędzy z programu Innowacyjna Gospodarka, więc sytuacja powinna ulec znacznej poprawie. Dla przypomnienia: na lata 2007-2013 do rozdysponowania jest 9,7 mld euro. Ogromna góra pieniędzy. Taka suma jednak wydaje się być mało znacząca, jeżeli przykładowo porównamy ją z rocznymi wydatkami na R&D firmy Pfizer, która rocznie przeznacza na ten cel 5,76 mld euro. Podsumowując, cała Polska gospodarka w ciągu 6 lat wyda na innowacje 9,7 mld euro, a jedna, fakt, że ogromna korporacja, wyda prawie 35 mld euro… Zapewne do polskiej kwoty dojdzie pewien procent środków prywatnych przeznaczonych na B+R, jednak te kwoty są nadal znikome.
Według mnie problemem jest wiara przedsiębiorców w moc innowacji. Po części można to zrozumieć. Proces od pomysłu do gotowego produktu jest bardzo kosztowny i czasochłonny, a na końcu i tak nie wiadomo, czy osiągnie się sukces. Właśnie w celu zniwelowania tego ryzyka można liczyć na dużą pomoc UE, jednak na tym nie powinna opierać się Polska innowacyjność, bo to zdecydowanie za mało.
Przełomu możemy spodziewać się w momencie kiedy ośrodki badawcze i uczelnie zaczną skutecznie promować swoją pracę, a polskie przedsiębiorstwa nie będą się bały w tą pracę zainwestować.
Na razie możemy mieć tylko nadzieję, że w roku 2013 po zakończeniu Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka będziemy mogli pochwalić się bardziej optymistycznymi danymi.
źródło: wnp.pl



