Przemyślenia o afrykańskich sprzedawcach pamiątek i ich związku ze sklepami internetowymi.

Dodane: 28 grudnia 2009 przez Krzysztof

Podczas ostatnich wakacji musiałem zmierzyć się z dość nachalnymi, ale jednocześnie przemiłymi sprzedawcami pamiątek. Nie będę tutaj pisać o tym, jak spędziłem te wakacje, ale jak wyglądał sam proces kupna/sprzedaży oraz jak to się ma do sklepów internetowych.

Na początku chciałbym zaznaczyć, że niniejszy artykuł nie będzie o jakimś genialnym wynalazku ani innym rewolucyjnym dokonaniu. Napiszę tutaj małe co nieco o kreatywności i twórczości oraz pokażę jak niewiele trzeba, aby zrobić coś innowacyjnego.

Afrykański „supermarket”

Pewien czas temu byłem na wakacjach. Hotel, w którym byliśmy zakwaterowaniu znajdował się bardzo blisko plaży i tuż obok niego znajdował się afrykański „supermarket” – czyli kilkanaście stoisk z wszelakiego rodzaju pamiątkami. Figurki, naczynia, naszyjniki, biżuteria, obrazy – właściwie wszystko, co turysta może sobie wymarzyć. A nawet jak tego nie ma, to co za problem, żeby zrobić. Na jedno stoisko przypadało średnio dwóch sprzedawców.

źródło:www.footootjes.nl

Podejrzewam, że w każdym turystycznym miejscu na świecie sytuacja wygląda podobnie. Są budki z pamiątkami i każdy chce coś sprzedać. Chodzi się od stoiska do stoiska i każdy sprzedawca zachęca do swoich produktów. Kiedy już coś nam wpadnie w oko to zaczyna się ostre targowanie. Zaczynamy od kosmicznej ceny i tylko od naszych umiejętności i wytrwałości zależy, jak nisko zejdziemy. Problem jest, gdy chcemy kupić więcej rzeczy, bo w każdym miejscu proces wygląda dokładnie tak samo. Czasami negocjując cenę jednej rzeczy można spędzić godzinę albo i więcej. Na to nikt nie ma ochoty i siły – oczywiście nikt poza sprzedawcami. Jednak zakupy w miejscu, do którego trafiliśmy wyglądały całkowicie inaczej…

Zakupy łączone

Gdy daliśmy złapać się w sidła i zostaliśmy zaciągnięci siłą do straganów byliśmy przygotowani, że spędzimy tam pół dnia. Tak naprawdę to poszliśmy tam chętnie, ale musieliśmy udawać niedostępnych i w ogóle niezainteresowanych, żeby mieć później większe możliwości negocjacyjne. Jednak przerażała nas wizja atakujących ze wszystkich stron sprzedawców.

Zbliżając się do tego miejsca widzieliśmy świecące się oczy wszystkich sprzedawców. Oczywiście było ich znacznie więcej niż samych kupujących. Trochę krępujące. Przed samym wejściem podszedł do nas „menedżer” tego całego interesu. I tutaj zaczyna się najciekawsza cześć. Poinformował nas, że możemy wybierać rzeczy ze wszystkich stoisk. Nie musimy z nikim o niczym rozmawiać, mamy tylko podziwiać i wybierać. To, co nam się podoba mamy odłożyć na bok. No więc pochodziliśmy sobie po wszystkich stoiskach i wybraliśmy to, co nam wpadło w oko. Później udaliśmy się do biura (stolik, pieniek i dwa krzesła na świeżym powietrzu), żeby negocjować cenę. Jedna cena za wszystko! Ze wszystkich stoisk! Ostatecznie udało nam się kupić wszystkie rzeczy za około 30% ceny początkowej i załatwiliśmy to w pół godziny. Nie musieliśmy spędzać tyle czasu z każdą pamiątką. Wygodne prawda? Podziałem pieniędzy zajęli się już sami sprzedawcy. Widzieliśmy jedynie, że sporządzili listę rzeczy przez nas wybranych i osób, od których te rzeczy pochodziły. Nas nic więcej nie interesowało. Dlatego to miejsce określiłem „supermarketem”. Wchodzisz, wybierasz co Ci się podoba i płacisz za wszystko w jednym miejscu.  Jakie są zalety takiego rozwiązania? Szybciej, wygodniej, taniej, przyjemniej. Same plusy.

Szukaj inspiracji

Jaki jest związek tej opowiastki ze sklepami internetowymi? W internecie już się pojawia idea internetowych galerii  handlowych. Miejsc, gdzie można robić zakupy w kilku sklepach internetowych, płacić tylko raz i wszystko dostać w jednej paczce. W Polsce Allegro również wprowadza coś takiego. Będzie możliwość kupienia kilku rzeczy u różnych sprzedawców i zapłacenie jednym przelewem. Ktoś może słusznie powiedzieć, że generalnie rzadko kupuje się jednocześnie wiele rzeczy w internecie. Dlatego taka koncepcja zakupów może w ogóle się nie sprawdzić. Ale myślę, że gdyby w zamian za łączone zakupy byłby udzielany dodatkowy rabat na zakupione rzeczy znalazłoby się znacznie więcej chętnych. Nawet bez rabatu należy pamiętać, że najczęściej użytkownicy sieci stosują wszędzie te same nicki, a możliwość logowania się do wszelakich serwisów wykorzystując te same dane wydaje się dobrym kierunkiem, który już w tym momencie zaczyna nabierać tempa. Wystarczy wspomnieć chociażby o OpenID. Może właśnie w tym kierunku nastąpi rozwój.

Powyższy przykład pokazuje dwie rzeczy:
Primo: Wcale nie trzeba mieć nie wiadomo jak wielkiego budżetu, żeby wprowadzać innowacyjne rozwiązania.
Secundo: Nie trzeba dysponować ogromną wiedzą i umiejętnościami, żeby zrobić coś nowego. Często wystarczy pełna pomysłów głowa.

Apeluję, żebyście obserwowali, co się dzieje dookoła nas. Tak! Podpatrujcie rozwiązania innych, a być może wpadniecie na coś genialnego, co zrewolucjonizuje nasze życie. Pomyślcie o tym, jak pewne rozwiązania można wprowadzić do innej dziedziny. Nie bójcie się myśleć o nowościach, przykrywając się brakiem finansów albo dostatecznej wiedzy. Czasami wystarczy sama świadomość potrzeby zmian, a później odwaga do ich wprowadzenia. Jednak z brakiem odpowiednich finansów to jest nawet łatwiejsze. Przecież nie wydając pieniędzy nie ryzykujemy ich utraty.

Poczytaj o innych rzeczach:

Odpowiedz

InnoGenerator.pl on Facebook

POWIĄZANE STRONY