Polaków nie kręci nauka i technologia

Dodane: 29 września 2010 przez Krzysztof

O tym, że w Polsce z innowacjami nie jest za kolorowo pisaliśmy już nieraz. Ostatnie badanie Eurobarometru wskazało kolejny powód, dlaczego właśnie tak się dzieje. Po prostu te sprawy nie interesują nas tak, jak innych mieszkańców Unii Europejskiej. W Europie (poza Polską) wiadomościami naukowymi ludzie interesują się bardziej niż sportem, kulturą czy nawet polityką. Polska jest jednym z sześciu krajów UE, których obywatele pozostawiają naukę na jednym z ostatnich miejsc wśród swoich zainteresowań. Dziwne? Raczej nie. Przecież nigdzie indziej na świecie polityka i sport nie dostarczy ludziom tyle rozrywki co u nas. Najciekawsze jest to, że tematy, które są nam dostarczane jako sport czy polityka nie mają zbyt wiele wspólnego z tymi dziedzinami. Chyba każdy wie, co mam na myśli. No ale cóż – taki nasz urok.

W UE zainteresowanie nauką deklaruje osiem na dziesięć osób. Wyżej jest tylko środowisko i medycyna, ale nawet te dziedziny są z nauką ściśle połączone. W Polsce tylko 52% osób czuje się dobrze poinformowanym o nauce, a 9% z tego czuje się bardzo pewnie.

Tutaj jednak trzeba się zastanowić, czy Polacy faktycznie nie czują potrzeby, żeby wiedzieć, co w nauce piszczy, czy raczej jest to problem braku dostępu albo ograniczonego dostępu do informacji. A może informacje, do których mamy dostęp nie są przekazywane w przystępny sposób? Dlatego zamiast dowiadywać się o „nudach” z laboratoriów wolimy w ogóle o tym nie słuchać?

Sondaż pokazuje, że Europejczycy nie tylko lubią być dobrze poinformowani o nauce, ale też angażują się w tę dziedzinę. Co trzecia osoba deklaruje, że dorzuca się do badań medycznych. Co dziesiąta osoba angażuje się, podpisując petycje lub uczestnicząc w demonstracjach, np. dotyczących energii atomowej.

Eurobarometr pokazał również, że generalnie nie ufamy naukowcom. Co druga badana osoba uważa, że naukowcy z powodu swojej wiedzy mogą być niebezpieczni dla świata, a pieniądze, które dostają od przemysłu mogą mieć wpływ na wyniki ich badań, co może mieć również negatywny wpływ na losy ludzkości.

Po co ja o tym wszystkim piszę? I jaki to ma wpływ na innowacyjność naszego narodu?

Uważam, że jak ktoś interesuje się nauką i technologią, to przenosi tę wiedzę do swojego środowiska i ma to również wpływ na to, w jaki sposób żyje. Obojętnie czy chodzi o dom, czy pracę. Możemy dowolnie korzystać z wiedzy i doświadczenia innych. To z kolei przyspieszy rozwój otaczającego nas świata i nie będziemy musieli odbierać każdego naukowego dokonania jako coś, czego powinniśmy się bać, tylko jako coś, co jest tylko kolejnym krokiem naprzód. Dzięki temu nie zostaniemy w tyle, a nowe technologie będą znacznie szybciej wdrażane, bo ludzie będą na bieżąco.

Myślę, że skutki nie bycia na bieżąco z nauką i technologią każdy może zobaczyć w swoim otoczeniu. Dotyczy to szczególnie osób w starszym wieku. Część znanych mi osób do tej pory nie może przestawić się z telefonów stacjonarnych na komórkowe, nie wspominając już o smartfonach. To samo, jeżeli chodzi o komputery. Choć wśród nas młodych komputery to nieodłączny element pracy, osoby starsze nie mają o nich często zielonego pojęcia. Przykładów z pewnością można podać znacznie więcej, ale wniosek z tego płynie jeden: słuchajmy i korzystajmy z tego, co w danej chwili oferuje nam świat nauki i techniki, a wszystkim będzie żyło się lżej. :)

źródło: Nauka w Polsce PAP, Sondaż Eurobarometr

Komentarz od Tomasza:

Przykład dotyczący telefonów stacjonarnych/komórkowych/smartfonów jest w dużej mierze słuszny. Należy jednak uszanować pogląd wielu osób, dla których „telefon jest do dzwonienia”, a nie od oglądania filmów, robienia zdjęć itd. Część ludzi czuje się ponadto zniewolona przez telefon komórkowy – znam osobiście ludzi, którzy nie korzystają z telefonu komórkowego, ponieważ uważają, że nie ma tak pilnych spraw, które nie mogłyby poczekać na „stacjonarkę”. Nie zawsze zatem brak nowoczesnej technologii w kieszeni wiąże się z brakiem wiedzy:)

Komentarz od Marii:

Mnie nasuwa się jeszcze inna myśl – w Polsce nie ma szacunku dla nauki. O ile wszyscy kochają sportowców, czy też ostatnio tak zwanych celebrytów (sic!) o tyle dzieci które dobrze się uczą, wciąż nazywane są kujonami. Wszyscy wytykają dziennikarzom błędy ortograficzne czy stylistyczne (co nie znaczy, że uważam że poprawność pisowni nie ma znaczenia – chłopcy cały czas mnie za to karcą;)), a mało kto zwróci uwagę na błędy natury merytorycznej w takich obszarach jak fizyka, matematyka, biologia (i to nawet w tych elementarnych kwestiach). W związku z czym, może się nie przyznajemy, że się interesujemy. Na pytanie, jakie masz hobby, mówimy piłka nożna, rzadziej już biotechnologia, bo nasz rozmówca raczej nie będzie podzielał naszej pasji…

Dlaczego tak jest? bo wmawia się dzieciakom, że to za trudne. Zawęża się programy w podstawówkach, żeby się młodzież nie stresowała. Nie podsyca się głodu wiedzy i nie mówi że nauka może być fajna, a w dalszej części życia intratna, bo w tej chwili naukowiec w Polsce nie zarabia na uczeni kokosów. I może to co mówię to nie Ameryka, ale może im więcej i im częściej będziemy o tym mówić to zajdą w tym obszarze zmiany. Może nauka przestanie być „sucharem”.

Poczytaj o innych rzeczach:

Komentarze dla tego wpisu: 3

  1. Jędrzej napisał:

    Artykuł pierwsza klasa, dobra robota!

    Cieszę się, że zwróciliście uwagę na problem „czy Polacy nie interesują się nauką „bo nie”, czy też raczej dlatego, że państwo i media w żaden sposób tego zainteresowania nie wzbudzają”. Mainstream media mają dzisiaj przeogromny wpływ na kształtowanie zbiorowej świadomości Polaków i każdego dnia ubolewam nad tym, co nam prezentują. I tak jak napisałaś Mario, nie ma szacunku dla nauki.

    Ja sam jestem nieco zniechęcony i zawiedziony tym, że nawet wśród studentów nie widzę zapału i chęci. Wszyscy oceniają przedmioty przez pryzmat tego, jak łatwo je zaliczyć albo czy można uniknąć ich w ogóle. Ale odpowiedzialności nie zrzucałbym na studentów, tylko raczej na same uczelnie.

    Zastanawiam się często, czym zajmują się różne instytucje i czy robią, a raczej czemu nie robią niczego w kierunku zwiększania efektywności i podnoszenia jakości swoich działań. Może problemem są pozostałości poprzedniego ustroju i brak wykształconej kultury naukowo-biznesowej?

    Tak czy inaczej nie ma co narzekać, trzeba działać i informować i zachęcać do interesowania się nauką i nie dać sobie wyprać mózgu.

  2. Tomasz napisał:

    @Jędrzej:

    słuszna (niestety) jest Twoja uwaga dotycząca zaszłości z poprzedniego ustroju.

    Ciekawe, ilu pokoleń musi zejść z tego padołu, by się ogarnąć z postsocjalistycznych schematów.

  3. Hendzel napisał:

    Nie gniewajcie, mili Bracia i Siostry, ale problem z niechęcią do nauki w Polsce nie jest tak młody jak poprzedni ustrój, ale ma swoje korzenie w polskich tradycjach jeszcze przedrozbiorowych.

    Naszą cechą narodową jest bowiem zawiść. Człowiek zawistny, nienawidzi tego, który umie więcej od niego. Ten który umie, radzi sobie lepiej, temu który nie umie, pozostaje tylko zawiść.

    Ale zawiść nie wzięła się z tak prostej relacji. W Polsce nie zmieniło się wiele od czasów statutów piotrkowskich, które zabraniały włościanom wysyłać dzieci do szkół, bo państwo (w znaczeniu feudalni panowie) chciało mieć tanich roboli. Zginęły miasta, uczelnie i potęga gospodarcza kraju, bo banda posiadaczy chciała lud trzymać w ciemnocie. I lud utrzymał się w ciemnocie do dzisiaj. A za komuny wielkim ogólnonarodowym feudałem było państwo czyli ci, którzy trzymali ster władzy. Takie państwo także chciało mieć tylko ciemnych roboli. Po co im była nauka…

    Przede wszystkim istotne jest to, że ciemnym człowiekiem łatwiej się rządzi. Ale nawet taka Rosja zauważyła, że jak ma się rozwiniętą naukę, można zdominować kraje, w których jest tak jak w Polsce, gdzie ciemnota jest wygodna rządzącym i klasom posiadającym. Wystarczy tylko wyniki nauki skierować na cele militarne i można zrobić ze wszystkimi takimi krajami jak Polska porządek według swojej woli. Dlatego w Polsce utrzymywano ciemniaków na uczelniach. Im głupszy i bardziej pazerny na zaszczyt tym lepiej dla imperialnych zapędów obcych.

    Ale najgorsze jest to, że w Polsce nic się nie zmieniło od jakichś 300 lat pod tym względem. Stosunek do nauki jest niedorzecznym pokłosiem tego stanu. Śniło mi się dzisiaj, że młoda uczennica, kandydatka nauk, zaczynała tańczyć w nagrodę, że coś wie. Może zamiast nagród pieniężnych, splendorów, tytułów naukowych powinno się nadawać tytuły w zależności od wiedzy: naczelny tancerz Rzeczypospolitej, wielki tancerz Rzeczypospolitej, tancerz Rzeczypospolite i tak dalej. Wtedy każdy kiep, który szanuje tylko ciemnotę swoją i swoich faworytów, zacznie powoli szanować naukę, bo ten który coś wie, będzie więcej znaczył w tańcu niż w różańcu.

    Premiowanie półgłówka w Polsce ma zatem znacznie dłuższe tradycje niż kilka pokoleń wstecz. I nie zniknie przez następne kilka pokoleń. Bez pomysłu – jakiejś innowacji – nie zlikwiduje tego procederu nikt. Dalej dureń z dyplomem – najczęściej profesorskim – którego wiedza funta kłaków nie jest warta, dla swojego zadartego nosa da się pokroić. I stado zawistnych nieuków stojące wokół niego z rozdziawionymi gębami, będzie się wzajem zadeptywało.

    A przecież nauka to wiedza. A wiedza to narzędzie w rywalizacji z innymi, którzy chcą nam szkodzić. Pomijam inne kwestie, jak to, że czasem wiedza jest pierwszym krokiem do mądrości. Nawet wśród małp, wygrywa ta małpa, która ma największy mózg. Ta relacja nie sprawdza się obecnie tylko wśród Polaków.

    Trzymajcie się i z Bogiem.

    Andrzej Marek Hendzel

    http://www.hendzel.pl
    http://www.archiloch.com

Odpowiedz

InnoGenerator.pl on Facebook

POWIĄZANE STRONY