Kategoria | Inności

Chopin (nad)hiperinnowacyjny

Dodane: 27 października 2010 przez Tomasz

Co za dużo, to niezdrowo. I dotyczy to także innowacyjnych rozwiązań. Wizyta w Muzeum Chopina w Warszawie jest tego dobrym przykładem. Sam Maestro Fryderyk by tego nie ogarnął.

Wybrałem się do Muzeum Chopina w Warszawie z mocnym nastawieniem, iż będzie to jedna z ciekawszych ekspozycji, jakie dotychczas widziałem. Polskie muzealnictwo w wielu przypadkach trąci sztampą, jednak w ostatnich latach wiele się w tej materii zmieniło. Nikomu już nie trzeba polecać Muzeum Powstania Warszawskiego, które w sposób znakomity łączy tradycję z nowoczesnością. Takie według opinii miało być też nowe Muzeum Chopina.

Niestety, wysoko postawiona poprzeczka okazała się nie do pokonania dla twórców pomysłu. Pomysłowych gadżetów przybliżających niewprawionemu melomanowi muzykę kompozytora znajduje się mnóstwo, jednak ich przesyt oraz nieuporządkowanie tworzą wrażenie pogubienia i przerostu formy nad treścią. Oto kilka zjawisk, które szczególnie zdezorganizowały moją ekskursję po muzeum.

Muzeum Chopina

Mnogość i nieuporządkowanie gadżetów

Jak już wcześniej napisałem, jestem gorącym zwolennikiem unowocześniania muzeów. Szczególnie cenię sobie konstruowanie przestrzeni muzealnych, w których sztukę można chłonąć wieloma zmysłami (nie tylko wzrokiem). Jednak zawsze należy zachować proporcje. W Muzeum Chopina gadżetów jest tak wiele, że uwaga staje się bardzo rozproszona.

Po pierwsze, gadżety są umieszczone zbyt blisko siebie. Sprawia to, że wchodzą one ze sobą w konflikt. Większość z nich jest oczywiście związanych z odsłuchem utworów Chopina. W jednej zatem sali, w tym samym momencie słyszymy Mazurka, Poloneza, Etiudę i Koncert fortepianowy e-moll (ponieważ akurat 4 osoby postanowiły skorzystać z odsłuchu). Co prawda boksy odsłuchowe teoretycznie są oddzielone ciekawym designersko „ćwierćotwartym” pierścieniem ze szkła, mimo to dźwięk wydostaje się do głównego pomieszczenia. To oczywiście sprawia, że po prostu nie da się słuchać muzyki.

Po drugie, większość gadżetów jest opisana w sposób bardzo zdawkowy. Brak na nich podstawowych informacji, takich jak np. wykonawca słuchanego utworu, autor czytanego listu do Fryderyka itp.

Po trzecie, brak jest jasnej instrukcji czy przewodnika, który by wyjaśniał celowość umieszczenia gadżetów, zalecaną kolejność ich odkrywania oraz po prostu sposób działania. Owszem, fajnie jest pobawić się gadżetami, jednak przez to na samej zabawie się kończy. W niewielkim stopniu ta zabawa edukuje.

Gadżety niedziałające

Zastosowanie rozwiązań technologiczno-multimedialnych jest w muzeum rzeczywiście znaczące. Co z tego, skoro wiele z nich po prostu nie działa. Ekrany dotykowe w niektórych urządzeniach trzeba było porządnie potraktować palcem, by działały. Moja karta elektroniczna (służąca do wejścia do muzeum i do uruchamiania wszystkich multimedialnych gadżetów) przestała działać (na szczęście miła Pani z obsługi wymieniła mi ją na swoją).

Szczytem przerostu formy nad treścią oraz niedoskonałości wykonania urządzeń była sala, w której można było zasiąść do stołu i przeglądać „elektroniczne księgi”. Na te „księgi (składające się z kilka grubych elastycznych stron) niewielki projektor od góry rzucał obraz (opisy postaci, nuty utworów). Założenie (chyba) było takie, by po przewróceniu strony obraz się zmieniał. Ta funkcja nie zawsze działała. Oprócz tego można było dotknąć w odpowiednim miejscu stronę, by np. uruchomić odsłuch utworu. Projektor, jak sądzę, w założeniu miał „widzieć” ruch ręki i uruchamiać utwór (na podobnej zasadzie działał projekt Interactive Visuals, o którym już pisaliśmy). Niestety, projektor działał jak pokręcony, uruchamiał coś zupełnie innego, czasem w ogóle nie działał. Kilka prób zniechęciło mnie dość mocno, choć należę do osób uparto-cierpliwych;)

Brak jasnej struktury

Koncept autorstwa Migliore+Servetto z Mediolanu zakładał stworzenie tzw. muzeum otwartego, którego przestrzeń jest dostępna dla różnorodnych zwiedzających i gdzie się doświadcza, a nie biernie obserwuje. Jednakże warunki wykreowane w przestrzeni muzealnej mocno ograniczały możliwości doświadczania. Autorzy wyszli najpewniej z założenia, że doświadczać można sakkadowo, skacząco i na zasadzie przypadkowości. Nic bardziej mylnego. To jeden z najczęstszych błędów związanych z myśleniem o innowacyjności i kreatywności: niepoukładanie, „megaspontan”, brak schematów. To wszystko jest ważne, jednak zawsze musi być wrzucone w jakąś rozsądną i przemyślaną strukturę. W przeciwnym razie kreatywność będzie jedynie gąszczem chaosu, w którym jedyną wartością będą migające gadżety.

Oczywiście Muzeum Chopina ma także kilka zalet. Z pewnością dobrze trafia do dzieci (które mają nawet swoją chopinowską salę zabaw; oczywiście wycieczki szkolne nie umilają wizyty w muzeum;). Jest też wyjściem muzeów ku nowoczesności, zarówno w sposobie komunikowania się ze zwiedzającym, jak i w wykorzystaniu zdobyczy techniki. Jeśli jednak ktoś porywa się na tak ambitny i duży projekt, powinien zadbać o detale. Frustracja zwiedzającego może być bowiem tym większa, im więcej się on spodziewa po designerskich gadżetach. A co nierzadko otrzymuje? Out of order.

http://chopin.museum/pl

Poczytaj o innych rzeczach:

Odpowiedz

InnoGenerator.pl on Facebook

POWIĄZANE STRONY